menu

Krylan | Krzysztof Koperkiewicz

Blog

Ilustracja posta 35

Evoland 2 – Recenzja

2017-11-15 / Recenzje / Komentarze (1) / Wyświetleń: 162

Gry z reguły trzymają się pewnego zestawu mechanik oraz gatunków, które narzucają twórcy. A co, jeśli weźmiemy wszelkie elementy znane nam z klasyki elektronicznej rozrywki i umieścimy je wszystkie w jednej grze? Zobaczmy, czy taki zabieg udał się Shiro Games, producentowi gry "Evoland 2: A Slight Case of Spacetime Continuum Disorder", w którą miałem okazję zagrać. Zapraszam do lektury.

Na samym początku gry standardowo zostajemy obudzeni... a nie, mamy krótki samouczek, który pokaże nam jedynie podstawowe czynności, które możemy wykonać w grze. Jednak już od tego momentu zaczyna się bardzo długa lista nawiązań do gier/filmów, a tych pojawi się naprawdę sporo. Następnie, po krótkim przedstawieniu historii, jesteśmy obudzeni (!) przez zielonowłosą dziewczynę o imieniu Finna (imiona niektórych postaci, w tym także swoje, możemy zmienić). Dowiadujemy się, że nie pamiętamy, kim jesteśmy, a zostaliśmy znalezieni przez jej ojca w lesie. Tak rozpoczyna się pełna przygód, podróży w czasie i eksploracji świata zabawa.

Fabularnie gra zaczyna się dosyć nieciekawie. Akcja toczy się pewnym schematem, którego można było doświadczyć w wielu japońskich grach RPG z epoki GameBoya Advance. Jednak gdzieś w połowie gry wszystko zaczyna się zmieniać i nabierać rozpędu, a dotychczasowa fabuła okazuje się być jedynie początkiem większej przygody. Kuro* (główny bohater gry) jest bardzo małomówną, mało wyrazistą postacią. Osoby towarzyszące mu w przygodach często przysłaniały jego rolę i okazywały się mieć znacznie bardziej rozbudowane charaktery i historie, niż on sam.

Odkładając długą i rozbudowaną warstwę fabularną na bok, gra sama w sobie ma wiele do zaoferowania. Mnogość mini-gier, czy sama możliwość przenoszenia się w czasie zaprezentowana różnymi stylami graficznymi (od prostej grafiki 2-bit, aż po trójwymiarowy świat). Oprócz tego, mnogość nawiązań do elektronicznej rozrywki potrafi zrobić wrażenie. Wiele z nich odnosi się do klasycznych gier pochodzących z Japonii, takich jak Mario, Megaman, The Legend of Zelda czy Touhou, jednak nie zabraknie też i referencji do popkultury znanej dzisiejszej młodzieży.



W tej grze na pewno nie poczujemy monotonności rozgrywki, ponieważ prawie każdy z etapów jest zupełnie inną grą. Będziemy mieli tutaj turowe walki w stylu Final Fantasy, strategię rodem z Fire Emblem, czy grę logiczną, podobną do Puzzle Quest. Nie brakuje tutaj też różnych sekretów i elementów kolekcjonowania, dlatego fani poszukiwań będą zadowoleni. Jedną z opcjonalnych rzeczy do zbierania są karty, którymi możemy grać z postaciami porozrzucanymi po całym świecie. I tutaj także mamy osobną grę, podobną nieco do Hearthstone. Całość jednak trzyma się głównie gatunku RPG, tych typowych dla starszych japońskich tytułów.



Przy tak ogromnej grze, złożonym świecie (i to jeszcze w kilku okresach) nie obyło się bez błędów. Większość z nich jest mało awaryjna i nie przeszkadza w samej rozgrywce, np. wchodzimy w miejsce jakiegoś mebla, a on częściowo pojawia się za postacią, a częściowo przed nią, podczas gdy prawdopodobnie w ogóle nie powinniśmy na niego wejść. Raz zdarzyło się, że po wejściu do podziemi nie włączył się podkład muzyczny, natomiast same dźwięki czy głosy postaci (podczas wykonywania ataku) były słyszalne – no nie powiem, było to trochę przerażające. Zdarzyło się także kilka błędów, które uniemożliwiały rozgrywkę i musieliśmy np. zginąć, aby można było kontynuować. Główne zastrzeżenia mam jednak do jakości mini-gier, które spotykamy na swojej drodze. Autorom na pewno należy się nasz podziw, że aż tyle różnych możliwości musieli zaprogramować, jednak moim zdaniem... część elementów jest zupełnie nieprzemyślana. Niektóre elementy, jak na przykład wspomniana wyżej gra w karty, jest zupełnie niezbalansowana, przez co po kilku rozegraniach i powiększeniu swojej talii, gra staje się zbyt prosta, ponieważ jedne karty mają znacznie większą moc niż inne, więc wystarczy je mieć w posiadaniu, aby wygrywać. Tak samo jest ze zbieraniem pieniędzy – sam element jest dobry, ale do pewnego momentu, ponieważ jak zaopatrzymy się w pewien przedmiot dostępny w połowie gry, to chwilę później ilość naszej gotówki dociera do górnego limitu i stać nas na każdy przedmiot w grze. Przez tego typu nieprzemyślane elementy gra częściami wydaje się zbyt prosta, a nawet nudna.

Pod względem muzyki nie można grze nic zarzucić. Mnogość utworów, która przewija się przez grę, doskonale wpasowuje się w miejsca, w których się znajdujemy. Muzyka jest różnorodna i jest jej naprawdę sporo, trudno mi wskazać momenty, w których miałaby ona wzbudzać we mnie jakieś negatywne emocje.


"Evoland 2" nie jest z pewnością grą krótką. Ukończenie samej historii zajmie nam około 20 godzin, a skolekcjonowanie wszystkich elementów w grze doda nam do tego jeszcze kilka godzin. Pomimo swojego numeru w tytule, gra nie jest kontynuacją poprzednika. Sam w "Evoland" nie grałem, dlatego nie mam porównania pomiędzy nim, a nowszą grą od Shiro Games. "Evoland 2" daje sporo rozrywki i co rusz zaskakuje tym, co twórcy przygotowali. Gra posiada trochę niedociągnięć, przez co brakuje jej do miana "wspaniałej". Mimo wszystko, na pewno polecam zagrać fanom japońskich RPG-ów i tym, którym na wspomnienie o grach z czasów Gameboyów i pierwszych DS-ów łezka w oku się kręci.

* Tutaj warto zauważyć, że "Kuro" to po Japońsku "czarny", podczas gdy "Shiro" (znajdujące się w nazwie producenta gry) to "biały".

Evoland 2
Producent: Shiro Games
Platforma: PC (Steam, GOG, DRM-free)

http://www.evoland2.com/


Poprzedni post
Art of Gravity – Recenzja
Następny post
Czym jest HTML?

Komentarze

Nick
2017-11-15 20:39:11

Nie znam tej gry, ale pomysł na połączenie różnych stylów brzmi naprawdę ciekawie. A błędy są na tyle niewielkie, że można przymknąć na nie oko. Pozdrawiam!

Dodaj komentarz