menu

Krylan | Krzysztof Koperkiewicz

Blog

Ilustracja posta 46

Beztroski kemping #1 – Recenzja mangi

2019-02-21 / Recenzje / Komentarze (1) / Wyświetleń: 239

Lubię okruchy życia. Uwielbiam je. Choć na naszym rynku nie mieliśmy zbyt wielu okazji zapoznawać się z takimi tytułami, w ostatnich latach wyszło kilka naprawdę znanych i lubianych serii. W moich planach zakupowych "Yuru Camp△", w Polsce przetłumaczony jako "Beztroski Kemping", pojawił się z powodu naprawdę okazjonalnej ceny, gdy tomik był jeszcze w przedpłacie. Nie mając prawie żadnej styczności z tytułem (poza wiedzą, o czym jest i znając opening z anime) postanowiłem się z nim zapoznać i wydać osąd, czy to jest to, czego szukam – w końcu nie każda manga z gatunku musi być dobra. Mimo to, po przeczytaniu pierwszego tomu mogę powiedzieć: chcę jechać na biwak!

Na samym początku poznajemy Rin – spokojną dziewczynę, która świadomie wyrusza na samotną wycieczkę biwakową z widokiem na górę Fuji. Nie spodziewa się jednak, że spotka tam niezdarną, choć bez przerwy uśmiechniętą Nadeshiko, która zachwycona takim sposobem spędzania czasu postanawia zająć się tym na poważnie. Z tego też powodu dołącza do szkolnego "Kółka aktywności na świeżym powietrzu", aby rozwijać swoją nową pasję. Nie muszę chyba dodawać, że okazuje się, że bohaterki chodzą do tej samej szkoły. I choć te zabiegi brzmią bardzo typowo dla takich historii, w "Beztroskim kempingu" możemy zostać zaskoczeni nieoczywistym rozwinięciem fabuły.


W mandze znajdzie się trochę ładnych widoczków

W całym swoim uroku i komediowym stylu "Beztroski kemping" jest też ciekawym zbiorem informacji na temat tego, jak się przygotować na taką wyprawę. Nadeshiko, jako początkująca, wraz z czytelnikami poznaje ten świat od podstaw, zaczynając od prostych informacji na temat sprzętu czy miejsc, w których można rozłożyć namiot. Zauważyć jednak można, że bardzo często dziewczyny zwracają dużą uwagę na ceny poszczególnych przedmiotów i te są wymieniane (w polskim wydaniu z przypiskami przeliczającymi kwoty na złotówki). W komiksie znajdziemy też wiele praktycznych informacji na temat napotykanych problemów i w jaki sposób je możemy rozwiązać.

Kreska w mandze jest ładna, a postacie często urzekają swoim urokiem. Jest jednak w rysunkach coś, co mnie osobiście przeszkadzało w czytaniu: cienie. W komiksie znajduje się wiele scen w nocy lub przy wschodzie/zachodzie słońca, przez co czasami całe strony są zapełnione zakreskowanymi kadrami. Technika zastosowana przez autora powoduje, że niektórym rysunkom nie mogę się przypatrzeć, żeby zaraz nie zacząć mrugać oczami. Jednak poza tą jedną uwagą nie mam nic do zarzucenia pod względem wyglądu komiksu.

Dziewczyny do komunikacji między sobą używają często telefonów, przesyłając sobie zdjęcia z wycieczek czy dzieląc się wrażeniami, co zostało przedstawione na kartach mangi w formie wiadomości z komunikatora, co uważam za świetny zabieg. Jeśli chodzi o postacie, to z pewnością moimi faworytami na ten czas są Rin i Nadeshiko, grające pierwsze skrzypce w tej historii, a także koleżanka Rin, Ena. Do pozostałych osób niekoniecznie się przekonałem, ale mam nadzieję, że w późniejszych tomach się to zmieni.


Tak wygląda przykładowa "zakreskowana" scena

Polskim wydaniem zajęło się wydawnictwo Dango, które pomimo trzyletniego stażu rozwinęło się prężnie i nie zaprzestało na publikacjach z gatunku Boys Love. W wersji z przedpłaty, poza komiksem, znajdowała się także ładna karta z grafiką z kolorowej strony, notesik, a także broszurka z opisami miejsc, które możemy zobaczyć w mandze. W tym ostatnim niestety znajdziemy niewiele więcej informacji niż to, o czym możemy przeczytać na stronach komiksu, okraszone kilkunastoma zdjęciami. Oczywiście jest to tylko dodatek dla tych, którzy dokonali zamówienia w sklepie wydawnictwa przed premierą, jednak spełnia on jedynie rolę "ulotki" do obejrzenia na jeden raz. Notesik z kolei wygląda cudownie, aż szkoda wykorzystywać tak urokliwe karteczki. Samo wydanie jest naprawdę ładne: tomik ze skrzydełkami, zamiast obwoluty, zachęca kolorową okładką i uroczym logo do zajrzenia w środek.


A tak prezentuje się zestaw, który otrzymywali klienci z przedsprzedaży

Manga została zaadoptowana na serię anime o tym samym tytule co oryginał (który brzmi "Yuru Camp△") na początku 2018 roku. Wiadomo już, że na tym nie koniec, ponieważ w produkcji znajduje się drugi sezon, a także pełnometrażowy film. Jednak jak na początku wspominałem, z tym serialem nie miałem do czynienia, dlatego pozostawię tę mangę bez zestawiania ją z animowaną wersją.

"Beztroski kemping" mogę polecić wszystkim fanom komediowych okruchów życia i tym, którzy lubią się z pojęciem "iyashikei". Manga pomoże Wam nie tylko rozpalić ognisko na polu biwakowym, ale także ogrzeje Wasze serca ciepłem bijącym z postaci spędzających czas na świeżym powietrzu.
A teraz wybaczcie: muszę iść znaleźć namiot i śpiwór...


Poprzedni post
Zanim pożegnamy Google+...
Następny post
Informacja o Cookies w praktyce

Komentarze

Leniwiec
2019-03-13 12:35:20

Dobra recenzja i świetne fotki :D Oby tak dalej!

Dodaj komentarz